czwartek, 11 marca 2010

strach

Najgorszy jest ten wewnętrzny niepokój, króry przeszywa i boli coraz bardziej
i ten strach, że za chwilę może być już za późno... że wszystko na marne

... stracone bezpowrotnie

każda próba kończy się tym co zwykle... kubeł zimnej wody i "witamy was w rzeczywistości"
wołanie o pomoc jest jak szum pojedyńczego źdźbła trawy na rozległej łące...


... i kolejny raz nie wiem co zrobić i gdzie szukać pomocy

wtorek, 25 marca 2008

it was me...

3 miesiace wyciete z zyciorysu...
chwile o ktorych lepiej nie pamietac...
this is england...
i co z tego...
moglo byc inaczej, lepiej
... nie bylo

ale nadzieja na lepsze jutro pozostala...
jeszcze tyle czasu pozostalo do powrotu, a jednak tak niewiele...
przytul mnie...

niedziela, 14 października 2007

aby stac sie jednym z NICH

niestety... nigdy nie bede taki jak chcesz... taki jak ONI
nigdy nie sprostam wymaganiom...
bo jestem tylko tym czym jestem...

piątek, 7 września 2007

a wieczorem...

kolejny dzień odchodzi jak przechodnie których mija się na ulicy
mój Abraxas... tak blisko, a jednak tak daleko...
czekam... a to wyrywa się ze mnie, pragnie odlecieć, pofrunąć do Naamah... w krainę Punt,
bez czego nie byłbym człowiekiem... serce, dusza, wszystko to co sprawia że jestem człowiekiem...
jeszcze 39 godzin 43 minuty

środa, 5 września 2007

tęsknię... jesień

Kochanie... jakżesz tutaj zimno... smutno nieprzyjemnie...
ubieram jakieś cieplejsze rzeczy ale one po prostu nie wystarczą...
moje ciało potrzebuje Twojego ciepełka, Twojego uśmiechu, słonecznego pocałunku ktory rozświetlił by ten półmrok nad całym krakowem...
jesień nadchodzi wielkimi chłodnymi krokami...
barwiąc delikatnie liście drzew... odpychając słońce coraz to dalej i dalej...
aby nie mogło ogrzać tego miejsca...
"cafe filo" to jedyna pozytywna myśl jaka teraz przechodzi mi przez głowę...
no i fakt że jeszcze 97 godzin, 37 minut i 15 sekund do przyjazdu pociągu...


czekam... tesknie... kocham...

niedziela, 12 sierpnia 2007

zatracenie

kilka godzin to przeciez chwila, jednak czasem to wiecznosc...
dwie godziny snu, potem trzy godziny snu... i tak caly czas,
w tym wszystkim jednak byla Swiatlosc...
Swiatlosc ktorej nie zobacze do piatku, Radosc ktorej nikt i nic nie zastapi...
wszystko inne moze nie istniec... nawet to ze ktos mnie gnoi nieslusznie, rzuca obelgami... wyzywa
nie ma juz dnia ani nocy... tylko nazwa "RR..." i to ze jest dzis duze zapotrzebowanie...
i niebo tak strasznie plakalo: "nie wyjezdzajcie stad... zostancie... blagam Was"

wtorek, 7 sierpnia 2007

moj poczatek...

witam...
moja historia zaczęła się dawno temu...
dziś jednak jej nie przedstawie...
jeden ze znanych wszystkim wymiarów nie pozwala mi na to...
żyję tylko dla Tej Jedynej, już tak długo... jednak nie tak jakbym mógł...